17 listopada 2015

Rozdział 5

Irina

Dopiero teraz mam szanse zobaczyć, kto cały czas mnie ciągnął. Odkręcam się i w momencie sztywnieje. Nie to niemożliwe.
  - Daniel – szepczę, bo na głośniejszy ton nie ma szans.
Chłopak podnosi głowę i dopiero teraz patrzy w moją stronę. Jego twarz w momencie się zmienia z poważnej na zszokowaną tak jak moja chwile temu. Stoimy naprzeciwko siebie i wpatrujemy się w siebie nawzajem nie wykonując żadnego ruchu jak sparaliżowani, jak gdybyśmy mieli się rozpłynąć, jeśli któreś zrobi, jaki kol wiek ruch, jak by to wszystko miało za chwilę zniknąć.
  - Daniel – mówię po raz drugi, ale tym razem pewniej, po czym rzucam się w ramiona chłopaka. Który od razu przyciąga mnie do siebie i przytula. Czuje jak znajome ciepło otula moje ciało.
  - Muszę przyznać, że nie sądziłem, że cię jeszcze spotkam – słyszę przy moim uchu, głos, którego tak bardzo brakowało mi przez ostatnie dwa lata.
Aż przechodzą mnie ciarki.
  - Ja też nie – odpowiadam zgodnie z prawdą, gdy się poznaliśmy nie sądziłam, że kiedykolwiek wyjadę z Londynu i przyjadę do Sydney a tym bardziej na stałe, dlatego zakończyliśmy tę znajomość, on musiał wracać a ja zostałam tam gdzie byłam. I tak było najlepiej żadnych obietnic, żądnego smutki przez utratę przyjaciela. Tylko wspomnienia miło spędzonego czasu.
  - Co tu robisz? Jak pamiętam twoje ostatnie słowa brzmiały, że nie masz zamiaru opuszczać swojego ukochanego miasta, gdy chciałem żebyś ze mną przyjechała na trochę.
  - Plany trochę się zmieniły, chcę zacząć tu studiować, ale dopiero jak uporządkuje wszystko związane z przyjazdem – mówię mu odsuwając się od niego.
Chcę jeszcze coś powiedzieć, gdy przerywa mi przytłumiony wystrzał ze środka budynku. Od razu wszystko do mnie dociera to, co działo się przed chwilą. Zaczynam się trząść i odsuwam coraz dalej. Już w ogóle nie czuje alkoholu, który jeszcze chwile temu popijałam przy barze.
  - Powinnaś zamówić taksówkę, nie jest tu bezpiecznie – mówi pobudzony zaistniałą sytuacjom.
Podchodzi do mnie i zakłada na ramiona swoją koszule, błędnie odczytując moją reakcje.
  - A ty, nie widać żebyś się tym w ogóle przejmował? – patrzę na niego zdziwiona.
  - Takie strzelaniny to nie nowość, szczególnie w klubach, już się przyzwyczaiłem, jak coś się zaczyna dziać po prostu wychodzisz i to olewasz tak jest bezpieczniej. Dlatego pod żadnym pozorem tego nie rozgrzebuj, po prostu zapomnij, jeśli zaczniesz to drążyć, może ci się coś stać. Ci ludzie są naprawcze niebezpieczni, mają gdzieś policje, dlatego nie chodź do klubów, okej?
  - Okej – odpowiadam cicho, lekko zachrypniętym głosem, po czym odkaszluje.
Ciągle mam przed oczami tą dziewczynę. Przecież to mogłam być ja albo Caroline. Właśnie muszę do niej zadzwonić.
  - Chodź idziemy.
  - Poczekaj muszę zatelefonować – mówię mu, po czym sięgam po telefon, który schowałam do stanika. Tak Wiem bardzo oryginalnie.
  - Co tak długo? – pyta.
  - Nie odbiera, martwię się o nią – odpowiadam lekko zdenerwowana, przystawiając ponownie komórkę do ucha. To do niej nie podobne żeby nie odbierała.
  - Wyślij jej sms’a, może nie może gadać.

  - Już.
  - Dobra teraz chodź zamówię ci taksówkę jesteś całą roztrzęsiona – łapie mnie za rękę i prowadzi w stronę ulicy.
Tak jak mówił wcześniej skręcasz w lewo i jesteś przy szosie.
Nie, nie mogę jeszcze wrócić, jeszcze nie.
  - Nie musze sobie to wszystko po układać przejdę się – odpowiadam, gdy bierze telefon do ręki.
Muszę się przejść, jazda taksówką była by za krótka na przemyślenie tego, co się stało. Sahyounie dobrze wiedział mówiąc żebym tego nie rozkopywała. Od zawsze lubiłam bawić się w detektywa i wszystko wyjaśniać. Dlatego przyjechałam tu na studia detektywistyczne do najlepszej szkoły z tym profilem na świecie. To dla mnie szansa abym mogła spełnić swoje marzenia.
Chodź nie powiem moje hobby nie raz sprowadziło na mnie duże kłopoty, dlatego muszę przemyśleć czy warto robić coś z tym, co działo się w klubie.
  - Skoro tak, idę z tobą nie pozwolę abyś się sama włóczyła w nocy, to nie Londyn tutaj nie jest tak bezpiecznie abyś mogła sama wracać - powiedział otulając mnie opiekuńczo ramieniem – Nie myśl o tym dobrze wiem, że to teraz robisz, za dobrze cię znam, po prostu zapomnij tak jest najlepiej.
  - Łatwiej powiedzieć trudniej zrobić. Przestać myśleć o czymś takim, przecież zginęło tam kilka osób jak nie kilkanaście.
  - Takie jest życie Irina, nic na to nie poradzimy, ale możemy uważać żeby to nam się nic nie stało. Dobra a teraz mów gdzie mieszkasz, bo jak na razie stoimy jeszcze za blisko klubu, chodź nikt tu nie przychodzi, lepiej żebyśmy się już stąd zwijali.
  - Prestwick Road.
  - No to się trochę przejdziemy, ale cała noc przed nami. Ej to jest niedaleko Perth St, nie?
  - Trzy przecznice jak dobrze kojarzę – mówię lekko rozkojarzona.
Ta alkohol będzie jak twój wierny pies nigdy cię nie opuści nawet w najgorszym momencie.

Daniel

Odprowadziłem ją aż do Perth St dalej wsadziłem ją w taksówkę. Nie mogłem patrzeć jak ledwo idzie w tych szpilkach w dodatku upita w trzy dupy.
  - Dzięki że ze mną poszedłeś – próbuje skleić zdanie.
  - Nie ma, za co – powiedziałem, gdy wsiadała do taksówki a raczej próbowała – na Prestwick Road – zwróciłem się do taksówkarza, który z rozbawienie tak jak ja patrzył na jej poczynania.
  - Spotkamy się jeszcze? - zapytała wychylając się przez szybę, gdy była już ze 100 metrów dalej.
  - No jasne – krzyknąłem za nią, ale nie byłem pewien czy zdążyła usłyszeć.
Pamiętam, że rzadko doprowadzała się do takiego stanu, gdy byłem w Londynie.
No właśnie Londyn to tam wszystko się zaczęło. Dostałem wezwanie z góry, aby przypilnować świeżaków. Dopiero, co rozpoczynaliśmy tam działalność, trzeba było przypilnować wszystkiego. Było to około dwóch lat temu. Spędziłem tam całe wakacje. Gdy tylko mogłem wyrywałem się i do niej chodziłem.
Większość czasu spędzaliśmy na gadaniu o niczym, tak było najlepiej ja jej o niczym nie opowiadałem a ona mi. Jedyne, co o niej wiem to, że nie miała łatwego dzieciństwa tak jak ja. Może, dlatego tak szybko znaleźliśmy wspólny język?
Całe szczęście, że gdy ją prowadziłem nic nie powiedziałem, bo mógłbym się wydać, na szczęście była zbyt pijana i nie połączyła faktów.
Przez ten krótki czas zżyliśmy się ze sobą i nie chcę żeby coś jej się stało przeze mnie a raczej przez to, co robię. Musze przyznać, że zależało mi na niej i dotarło to do mnie dopiero teraz, gdy ujrzałem ją po dwóch latach. Kompletnie inną Irinę doroślejszą, którą mam zamiar poznać od nowa.
Kurwa, co ja pieprzę, to chyba ten alkohol, który udało mi się wypić na imprezie, gdy tatuś Beun nie patrzył.
Mam nadzieje, że poradzili sobie beze mnie.

Krótki ale jest :)


Brak komentarzy: