Irina
Dopiero teraz mam szanse zobaczyć, kto cały czas mnie
ciągnął. Odkręcam się i w momencie sztywnieje. Nie to niemożliwe.
- Daniel – szepczę,
bo na głośniejszy ton nie ma szans.
Chłopak podnosi głowę i dopiero teraz patrzy w moją stronę. Jego
twarz w momencie się zmienia z poważnej na zszokowaną tak jak moja chwile temu.
Stoimy naprzeciwko siebie i wpatrujemy się w siebie nawzajem nie wykonując
żadnego ruchu jak sparaliżowani, jak gdybyśmy mieli się rozpłynąć, jeśli któreś
zrobi, jaki kol wiek ruch, jak by to wszystko miało za chwilę zniknąć.
- Daniel – mówię po
raz drugi, ale tym razem pewniej, po czym rzucam się w ramiona chłopaka. Który
od razu przyciąga mnie do siebie i przytula. Czuje jak znajome ciepło otula
moje ciało.
- Muszę przyznać, że
nie sądziłem, że cię jeszcze spotkam – słyszę przy moim uchu, głos, którego tak
bardzo brakowało mi przez ostatnie dwa lata.
Aż przechodzą mnie ciarki.
- Ja też nie –
odpowiadam zgodnie z prawdą, gdy się poznaliśmy nie sądziłam, że kiedykolwiek
wyjadę z Londynu i przyjadę do Sydney a tym bardziej na stałe, dlatego
zakończyliśmy tę znajomość, on musiał wracać a ja zostałam tam gdzie byłam. I
tak było najlepiej żadnych obietnic, żądnego smutki przez utratę przyjaciela.
Tylko wspomnienia miło spędzonego czasu.
- Co tu robisz? Jak
pamiętam twoje ostatnie słowa brzmiały, że nie masz zamiaru opuszczać swojego
ukochanego miasta, gdy chciałem żebyś ze mną przyjechała na trochę.
- Plany trochę się
zmieniły, chcę zacząć tu studiować, ale dopiero jak uporządkuje wszystko
związane z przyjazdem – mówię mu odsuwając się od niego.
Chcę jeszcze coś powiedzieć, gdy przerywa mi przytłumiony
wystrzał ze środka budynku. Od razu wszystko do mnie dociera to, co działo się
przed chwilą. Zaczynam się trząść i odsuwam coraz dalej. Już w ogóle nie czuje
alkoholu, który jeszcze chwile temu popijałam przy barze.
- Powinnaś zamówić
taksówkę, nie jest tu bezpiecznie – mówi pobudzony zaistniałą sytuacjom.
Podchodzi do mnie i zakłada na ramiona swoją koszule, błędnie
odczytując moją reakcje.
- A ty, nie widać
żebyś się tym w ogóle przejmował? – patrzę na niego zdziwiona.
- Takie strzelaniny
to nie nowość, szczególnie w klubach, już się przyzwyczaiłem, jak coś się
zaczyna dziać po prostu wychodzisz i to olewasz tak jest bezpieczniej. Dlatego
pod żadnym pozorem tego nie rozgrzebuj, po prostu zapomnij, jeśli zaczniesz to
drążyć, może ci się coś stać. Ci ludzie są naprawcze niebezpieczni, mają gdzieś
policje, dlatego nie chodź do klubów, okej?
- Okej – odpowiadam
cicho, lekko zachrypniętym głosem, po czym odkaszluje.
Ciągle mam przed oczami tą dziewczynę. Przecież to mogłam
być ja albo Caroline. Właśnie muszę do niej zadzwonić.
- Chodź idziemy.
- Poczekaj muszę
zatelefonować – mówię mu, po czym sięgam po telefon, który schowałam do stanika.
Tak Wiem bardzo oryginalnie.
- Co tak długo? –
pyta.
- Nie odbiera,
martwię się o nią – odpowiadam lekko zdenerwowana, przystawiając ponownie
komórkę do ucha. To do niej nie podobne żeby nie odbierała.
- Wyślij jej sms’a,
może nie może gadać.
- Już.
- Dobra teraz chodź
zamówię ci taksówkę jesteś całą roztrzęsiona – łapie mnie za rękę i prowadzi w
stronę ulicy.
Tak jak mówił wcześniej skręcasz w lewo i jesteś przy szosie.
Nie, nie mogę jeszcze wrócić, jeszcze nie.
- Nie musze sobie to
wszystko po układać przejdę się – odpowiadam, gdy bierze telefon do ręki.
Muszę się przejść, jazda taksówką była by za krótka na
przemyślenie tego, co się stało. Sahyounie dobrze wiedział mówiąc żebym tego
nie rozkopywała. Od zawsze lubiłam bawić się w detektywa i wszystko wyjaśniać.
Dlatego przyjechałam tu na studia detektywistyczne do najlepszej szkoły z tym profilem
na świecie. To dla mnie szansa abym mogła spełnić swoje marzenia.
Chodź nie powiem moje hobby nie raz sprowadziło na mnie duże
kłopoty, dlatego muszę przemyśleć czy warto robić coś z tym, co działo się w
klubie.
- Skoro tak, idę z tobą
nie pozwolę abyś się sama włóczyła w nocy, to nie Londyn tutaj nie jest tak bezpiecznie
abyś mogła sama wracać - powiedział otulając mnie opiekuńczo ramieniem – Nie
myśl o tym dobrze wiem, że to teraz robisz, za dobrze cię znam, po prostu
zapomnij tak jest najlepiej.
- Łatwiej powiedzieć
trudniej zrobić. Przestać myśleć o czymś takim, przecież zginęło tam kilka osób
jak nie kilkanaście.
- Takie jest życie
Irina, nic na to nie poradzimy, ale możemy uważać żeby to nam się nic nie
stało. Dobra a teraz mów gdzie mieszkasz, bo jak na razie stoimy jeszcze za
blisko klubu, chodź nikt tu nie przychodzi, lepiej żebyśmy się już stąd zwijali.
- Prestwick Road.
- No to się trochę
przejdziemy, ale cała noc przed nami. Ej to jest niedaleko Perth St, nie?
- Trzy przecznice
jak dobrze kojarzę – mówię lekko rozkojarzona.
Ta alkohol będzie jak twój wierny pies nigdy cię nie opuści
nawet w najgorszym momencie.
Daniel
Odprowadziłem ją aż do Perth St dalej wsadziłem ją w
taksówkę. Nie mogłem patrzeć jak ledwo idzie w tych szpilkach w dodatku upita w
trzy dupy.
- Dzięki że ze mną
poszedłeś – próbuje skleić zdanie.
- Nie ma, za co – powiedziałem,
gdy wsiadała do taksówki a raczej próbowała – na Prestwick Road – zwróciłem się
do taksówkarza, który z rozbawienie tak jak ja patrzył na jej poczynania.
- Spotkamy się
jeszcze? - zapytała wychylając się przez szybę, gdy była już ze 100 metrów
dalej.
- No jasne – krzyknąłem
za nią, ale nie byłem pewien czy zdążyła usłyszeć.
Pamiętam, że rzadko doprowadzała się do takiego stanu, gdy
byłem w Londynie.
No właśnie Londyn to tam wszystko się zaczęło. Dostałem
wezwanie z góry, aby przypilnować świeżaków. Dopiero, co rozpoczynaliśmy tam
działalność, trzeba było przypilnować wszystkiego. Było to około dwóch lat temu.
Spędziłem tam całe wakacje. Gdy tylko mogłem wyrywałem się i do niej chodziłem.
Większość czasu spędzaliśmy na gadaniu o niczym, tak było
najlepiej ja jej o niczym nie opowiadałem a ona mi. Jedyne, co o niej wiem to,
że nie miała łatwego dzieciństwa tak jak ja. Może, dlatego tak szybko
znaleźliśmy wspólny język?
Całe szczęście, że gdy ją prowadziłem nic nie powiedziałem,
bo mógłbym się wydać, na szczęście była zbyt pijana i nie połączyła faktów.
Przez ten krótki czas zżyliśmy się ze sobą i nie chcę żeby
coś jej się stało przeze mnie a raczej przez to, co robię. Musze przyznać, że
zależało mi na niej i dotarło to do mnie dopiero teraz, gdy ujrzałem ją po
dwóch latach. Kompletnie inną Irinę doroślejszą, którą mam zamiar poznać od
nowa.
Kurwa, co ja pieprzę, to chyba ten alkohol, który udało mi
się wypić na imprezie, gdy tatuś Beun nie patrzył.
Mam nadzieje, że poradzili sobie beze mnie.
Krótki ale jest :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz