Dokładnie 75 minut i 46
sekund temu wyszła Caroline. I zostawiła mnie z tym bałaganem samą. Oczywiście
ja, jako przykładowa i uczciwa współlokatorka wykonałam powiężone mi zadanie w
trybie natychmiastowym. No, bo przecież, jak że by inaczej? Chodź moja wewnętrzna
podświadomość drwi sobie w tej chwili ze mnie i mówi ze nie wykonałam tego ze
względu na daną obietnicę a raczej chęć pójścia na imprezę. No cóż z sobą nie
będę się sprzeczać. Żadna satysfakcja z tego. No, bo kto wtedy wygra?
Właśnie kończyłam nakładać krwisto czerwoną
szminkę na usta. Gdy w pomieszczeniu rozbrzmiały pierwsze słowa piosenki 5
Seconds Of Summer- English Love Affair. Tylko jedna osoba miała ustawioną tą
piosenkę na dzwonek, gdy do mnie pisała lub dzwoniła Cal. Otworzyłam wiadomość
od niej i zaczęłam ja czytać;
Czekam w Holu.
Westchnęłam przez
braku czasu, po czym odłożyłam telefon na toaletkę, przy której siedziałam. I
podeszłam do wielkiego mahoniowego lustra wiszącego na ścianie na środku
łazienki.
Byłam ubrana w klasyczna czarną
sukienkę wykonaną z śliskiego materiału, sięgająca do ud. Niby nic prosta
sukienka, ale efektownie wyglądająca. Do tego wysokie buty na koturnie
oczywiście pod kolor. I przy pieczętowanie tego wszystkiego, czyli naszyjnik
wykonany z białego złota z małą róża na środku. Włosy zostawiłam
rozpuszczone, spadające kaskadami po ramionach przykrywały mi całe plecy.
Spojrzałam ostatni raz w
lustro, wzięłam komórkę, po czym zgasiłam światło i wyszłam z łazienki.
Zabrałam klucze z blatu. Przechodząc przez korytarz pozagaszałam resztę świateł
i zamknęłam drzwi.
Właśnie doszło do mnie, że
całkiem długo nie byłam na imprezach. Odkąd Cal wyjechała po 1 semestrze 3
klasy rzadko, kiedy miałam czas i chęć na wyjście przez zbliżające się
sprawdziany maturalne i naukę do nich. Bo w końcu kiedyś trzeba się uczyć. Jak
nie na początku to pod koniec liceum.
Schodząc na parter dało się
słyszeć śmiech mojej przyjaciółki rozmawiającej z kimś.
- Hej - zawołałam, będąc na ostatnim
schodku - dzień dobry - zwróciłam się do wysokiego mężczyznę stojącego za
ladą. Miał może z 30 lat i przyjazny uśmiech. Którym zostałam obdarowana. Na co
odpowiedziałam mu tym samym.
- Nareszcie, myślałam już,
że przygniotły cię te kartony i trzeba będzie dzwonić po straż żeby cię
wyciągnęła - zachichotała - Mam nadzieje, że rozpakowałaś się, bo nici z
niespodzianki.
- Nie martw się, zrobiłam - powiedziałam, po
czym obie pożegnałyśmy się z recepcjonistą i ruszyłyśmy w stronę wyjścia.
****
Taksówka zatrzymała się
centralnie przed klubem. Najbardziej znanym i popularnym w północnej
części Sydney. Nad drzwiami wisiał ogromny neonowy napis Dark Paradise. Z
budynku wydobywały się głośne dźwięki puszczanej muzyki. Natomiast przed
wejściem ciągnęła się długa kolejka kończąca się za rogiem budynku, oczekujących
na wejście. Razem z Cal wysiadłyśmy z samochodu i ruszyłyśmy do środka.
- Ciekawe czy uda nam się dostać, jak nie to
pójdziemy do innego - żachnęła - ale ja tak bardzo chce tu iść to najbardziej
luksusowy klub w mieście.
- Wpuszczą nas - powiedziałam pewnie, na co
tylko, przytaknęła.
Przechodząc koło kolejki
dało się słyszeć buczenie zdenerwowanych ludzi. W przejściu zostałyśmy
zatrzymane przez dwóch napakowanych ochroniarzy.
- Przepustki.
- Przecież ich nie mamy Inez. Jak wejdziemy?
- wyszeptała mi do ucha przyjaciółka.
- Nie potrzebujemy przepustek -
oświadczyłam. Na co spotkałam się ze znudzonym wzrokiem bramkarza.
- Nie ma przepustek to wypad, tarasujecie
kolejkę - warknął.
- Czemu tu taki zastój - z drzwi wyszedł do
nas wysoki brodaty mężczyzna. Miał może z 28 lat.
- Szefie te panie nie wiedzą, co to
znaczy bez wejściówki nie ma wstępu - rzekł jeden z dryblasów, wskazując na
nas. Przez co poczułam jak stojąca za mną Caroline wzdrygnęła się lekko.
Facet spojrzał na nas, po czym
podszedł i się uśmiechnął.
- Dawno żeśmy się nie widzieli Drew -
stwierdził przytulając mnie. Na co trzy pary oczu spojrzały na nas zdziwione.
- No będzie trochę Parker - powiedziałam.
- Chad przed tobą stoi Irina Drew, następnym
razem masz ją wpuścić od razu i jej uroczą koleżankę też - ucałował dłoń
Caroline, przez co na jej policzkach pojawił się rumieniec. Tak Parker
umie zrobić wrażenie jak chce i wtedy nikt mu się nie potrafi oprzeć,
szczególnie takie osoby jak Cal.
- Przepraszam panie to więcej się nie
powtórzy - oznajmił Sam, bo tak miał na imię, srogo patrząc na bramkarzy. Razem
z Cal ruszyłyśmy do środka.
- Jak to zrobiłaś, skąd ty go znasz? -
zapytała uradowana, patrząc na mnie z niedowierzaniem.
- To brat Willa, mojego przyjaciela.
Opowiadałam ci o nim, mój znajomy z rodzinnych stron.
- Też chce mieć takich znajomych,
właścicieli klubów, boże skąd ty ich bierzesz? - mruknęła, na co
zachichotałam.
Po przejściu ciemnego
korytarza doszłyśmy do środka odbywającej się imprezy. W progu przywitał nas
duszący zapach papierosów pomieszany z alkoholem i przeważającym zapachem
męskich perfum. Który tak kocham. Podeszłyśmy razem do baru i zamówiłyśmy po
Shocie na rozgrzewkę. Po czym ruszyłyśmy na parkiet.
Była już coś po 22,
szalałyśmy na parkiecie od 2 godzin.
Odeszłam od chłopaka, z
którym właśnie tańczyłam i ruszyłam się coś napić. Usiadłam na barku stołowym i
gestem ręki przywołałam barmana.
- Co podać - zapytała oblizując usta i
bezczelnie patrząc na moje piersi wyeksponowane przez sukienkę.
Gdyby nie to, że prawie nie
kontaktowałam, ale z zewnątrz dobrze się trzymałam i nie było tego widać. To
może i bym z nim spędziła trochę więcej czasu na przyjemniejszych rzeczach niż
siedzenie tu, ale mam jedna zasadę, której nie łamię. Nigdy po pijaku nie
wdawać się w większe relacje z facetami.
Niestety po mimo wielu lat
praktyki Bóg nie obdarzył mnie na tyle mocną głowa, abym pamiętała coś z
poprzedniego dnia, pić mogę do woli tyle, że na drugi dzień pustka w głowie. Taki
przydatny prezencik.
A w obcym miejscu raczej nie
mam ochoty się budzić.
- Burbon – mówię uśmiechając się zalotnie w
jego stronę.
To, że nie będzie nic więcej
nie znaczy, że nie mogę z nim trochę poflirtować. Każdemu należy się trochę
zabawy.
- Nie za mocny napój? – pyta i opiera się na
łokciach o blat tuż przede mną, zmniejszając między nami odległość.
Macham ręką i przybliżam się
do jego twarzy. Dopiero teraz dostrzegam jego zabójczo błękitne oczy.
- Jestem już dużą dziewczynką – mruczę mu i zahaczam
ustami o płatek jego ucha. Czuję jak się uśmiecha, ale nic nie odpowiada tylko
odwraca się do mnie tyłem.
Gdy podnosi rękę po alkohol,
który leży na wyższej półce koszulka idzie mu górę a ja mam idealny widok na
jego zbudowane v i umięśniony brzuch. Aż robi mi się gorąco.
Taka szkoda, ale
postanowienia nie złamię nawet dla takiego ciacha.
Po chwili odkręca się do
mnie ze szklanką w ręce i mi ją podaje.
Pod nią znajduje małą
karteczkę, którą chowam na jego oczach.
Dziękuje mu za zrobiony
napój i kieruje się w stronę, z której ostatni raz mignęła mi Caroline.
Jestem lekko zamroczona, ale
to nie przeszkadza mi w przedostaniu się na druga stronę parkietu.
Dochodzę już prawie do loży,
gdy muzykę zagłusza strzał. A potem drugi i trzeci.
Wszyscy jak na komendę
zaczynają się rozbiegać i próbują dotrzeć do wyjścia.
A ja staram się utrzymać
równowagę przez panujący zamęt i przepychających się ludzi, co nie ułatwia
spożyty wcześniej alkohol.
- Wyprowadź wszystkich, my sobie z nimi
poradzimy, nie chcemy przecież świadków – mówi ktoś za mną. Już chce się
odkręcić zobaczyć, kto to, ale nie zdążam, bo czuję jak jestem ciągnięta za
rękę. Ostatnio rzeczą, którą mam przed oczami zanim jestem wyprowadzona jest
chłopak celujący w głowę klęczącej dziewczynie.
Dziewczy... no tak Car.
Zapomniałam o Caroline, a jeśli ona gdzieś tam została.
Próbuję się szarpać, ale
ucisk na mojej ręce tylko się wzmacnia.
Przechodzimy przez ciemny
korytarz już prawie nikogo nie widać. Wszyscy uciekli oby w tych osobach była
Sparks[i].
Powoli czuję jak ulatnia się
ze mnie cały alkohol. Dopiero teraz dochodzi do mnie, że jestem ciągnięta przez
obcą osobę, a ludzi wokół robi się coraz mniej.
Chce wyszarpać rękę, ale za
nim zdążam zadziałać, stajemy.
- Nic ci nie zrobię za tymi drzwiami są tyły
klubu skręcisz w lewo i znajdziesz się na ulicy stamtąd wezwij sobie taksówkę i
pamiętaj nic nie widziałaś – słyszę głos tuż przy uchu. Dopiero teraz mam
szanse zobaczyć, kto cały czas mnie ciągnął. Odkręcam się i w momencie
sztywnieje. Nie to niemożliwe.
- Daniel – szepczę, bo na głośniejszy ton
nie ma szans.
[i] Nazwisko Caroline.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz