- To chyba ostatnie - powiedziałam zmachana do
Caroline podając jej pudło z rzeczami - może pan już jechać! - wołam do
taksówkarza, po czym ruszam w stronę schodów za pędzącą Cal.
- Tak się cieszę, że będziemy razem mieszkać! – piszczy uradowana -
będziemy robić babskie piżama party, oglądać filmy, chodzić na zakupy. Z
kumplami mojego kuzyna tak nie mogłam, bo od razu zrzędzili, że nogi ich bolą
jak chodziliśmy po galerii albo się tłumaczyli, że nie mogą. Ale są spoko,
niedługo ich poznasz - trajkotała podekscytowana.
Czasami pytam się siebie jak dałyśmy radę się za przyjaźnić.
Caroline wieczna optymistka patrząca na świat różowymi okularami, największa
gaduła, jaką znam, znajdująca wspólny język z każdym i oczywiście dusza
towarzystwa i ja jej przeciwieństwo realistka, z reguły aspołeczna, lubiąca
zaszaleć wieczna imprezowiczka, nie ukrywam. Pamiętam jak się poznałyśmy
pierwszego dnia drugiej klasy liceum, gdy przyjechała do Anglii na wymianę z
Australii obie byłyśmy spóźnione i przyszłyśmy po dzwonku na lekcje. Musiałyśmy
zostać w kozie po lekcjach, jako jedyne. Z biegiem rozmowy wyszło, że będziemy
dzielić razem pokój, bo Caroline jeszcze się nie zakwaterowała, dlatego byłam w
pokoju sama. I tak z każdym dniem nasza znajomość się pogłębiała aż zostałyśmy
przyjaciółkami.
- Jeśli nie umrę z wycieńczenia wspinając się
po tych schodach - wtrąciłam rozbawiona jej zapałem.
- To tylko 4 piętro, dasz radę. Wierzę w
ciebie - chichocze próbując otworzyć drzwi. Co jej marnie wychodzi przez
ogromny karton spoczywający na jej rękach.
- Może ci pomóc samosiu? - zapytałam, na co
przytaknęła ledwie widoczna z za pudła, które zasłaniało jej cała twarz.
Po przekroczeniu progu
mieszkania od razy rzucam się na skórzaną kanapę stojącą na środku salonu, zmęczona
przeprowadzką.
- A w ogóle opowiadaj jak tam w Londynie? Jak
minął ci lot? Nie wiem jak mogłaś wsiąść do tej latającej bestii, bo ja tego
nie powtórzę po ostatnich turbulencjach - powiedziała siadając obok mnie.
- Po tym jak wyjechałaś, nie miałam, z kim
chodzić na imprezy. Został mi tylko Matt. Biedny musiał mnie znosić przez cały
drugi semestr - zachichotałyśmy.
- Szkoda, że wymiana nie trwała rok, a tylko
jeden semestr wtedy zostałabym na dłużej na całe dwa lata - zaszczebiotała.
- Czy razem czy osobno nareszcie ukończyłyśmy
szkołę i jutro z tej okazji idziemy do klubu się upić - oznajmiam, przez co
spotykam się z wiwatem przyjaciółki.
- Zapomniałam ci powiedzieć przyjęli mnie na
medycynę - oświadcza dumnie.
- No to mamy jeszcze jeden powód do nawalenia
się - dodałam z uśmiechem.
- Wiem, może zrobię kakao i włączymy jakiś
film i zrobimy noc filmową tak jak za starych dobrych czasów. Tak się cieszę,
że zdecydowałaś się na powrót do Sydney niewytrzymała bym gdybyś była jeszcze
trochę na innym kontynencie.
- Jestem tak zmęczona, że każdy pomysł
nieuwzględniający wstawania jest wyśmienity. Więc chętnie, po za tym 5 lat
poza domem mi wystarczy.
- To ja idę robić a ty wybierz jakiś film -
oznajmia - tylko nie horror wiesz, że ich nie cierpię - zagroziła,
odmaszerowywując do kuchni.
Złapałam za pilota i zaczęłam przeglądać kanały, szukając czegoś,
co nie zanudzi mnie na śmierć mdławymi scenariuszami, bo Caroline obejrzy
wszystko z zachwytem byle by nie było straszne. W końcu po przejrzeniu ze stu
kanałów znalazłam to, czego szukałam, czyli ,,American Pie 4". W tym
czasie do pokoju wparowała Cal z kubkami gorącego kakao i ogromna miską
popcornu.
- Wstawaj, jest już, po 2 jeśli nie chcesz spać na kanapie
i potem jęczeć, że cię plecy bolą to radzę ci wstać - mruknęłam do śpiącej Caroline
próbując ją obudzić.
- Co.. co się dzieje? - wyjąkała zaspana.
- Kładź się do łóżka, film się skończył -
powiedziałam łapiąc dziewczynę za rękę, po czym odprowadziłam ją do sypialni.
Wracając przez salon czułam jak by ktoś był w mieszkaniu. Serce zaczęło
mi szybciej bić. Co chwile było słychać cichy stukot dobiegający z kuchni.
Ruszyłam cicho na palcach w stronę hałasu. Wchodząc do pomieszczenia
złapałam się ręką za serce, jakbym dostała zawał.
- Jess! - pisnęłam na widok kota zaplątanego
we włóczkę - nie strasz mnie tak - burknęłam - chcesz żebym na
zawał zeszła, jak ja mogłam cię nie zauważyć wcześniej - powiedziałam
biorąc go na ręce.
- Gdzie się podziewałeś? Co??
Podeszłam do telewizora i miałam go wyłączyć, gdy nagle wyskoczył
komunikat.
Wiadomości z ostatniej chwili!! Zostały odnalezione dwa ciała mężczyzn w wieku 25 i 26 lat. Policja rozpoczyna śledztwo. Czyżby miejscowe gangi znów rozpoczęły walkę o terytorium? Przestrzegamy przed późnym wychodzeniem z domu, Sydney znów robi się niebezpieczne. Będziemy informować państwa na bieżąco o przebiegu śledztwa.
Wzdrygnęłam się lekko na widok zdjęć dwóch okaleczonych ciał facetów. Witaj Sydney! Ciekawie się zapowiada. Spojrzałam ostatni raz na ekran, po czym go wyłączyłam i skierowałam w stronę swojego pokoju. Zasłoniłam okno, po czym odłożyłam Jess na fotel i padnięta rzuciłam się na łóżko.
Wiadomości z ostatniej chwili!! Zostały odnalezione dwa ciała mężczyzn w wieku 25 i 26 lat. Policja rozpoczyna śledztwo. Czyżby miejscowe gangi znów rozpoczęły walkę o terytorium? Przestrzegamy przed późnym wychodzeniem z domu, Sydney znów robi się niebezpieczne. Będziemy informować państwa na bieżąco o przebiegu śledztwa.
Wzdrygnęłam się lekko na widok zdjęć dwóch okaleczonych ciał facetów. Witaj Sydney! Ciekawie się zapowiada. Spojrzałam ostatni raz na ekran, po czym go wyłączyłam i skierowałam w stronę swojego pokoju. Zasłoniłam okno, po czym odłożyłam Jess na fotel i padnięta rzuciłam się na łóżko.
Ziewnęłam głośno i zaczęłam się przeciągać. Uchyliłam lekko
powieki i spojrzałam na zegarek znajdujący się obok łóżka na szafce
11:06. Jeszcze zaspana zwlekłam się z cieplutkiej pościeli i ruszyłam do
kuchni, z której dobiegał znajomy śpiew Rixton - My and my broken heart w
duecie z chórkiem mojej kochanej śpiewaczki Caroline. Jak jeszcze
miałyśmy razem pokój w liceum to Cal zawsze wstawała wcześniej i
przygotowywała śniadanie podśpiewując piosenki z radia. Do dziś pamiętam
jak przedłużała końcówkę jednej z piosenek i przez to przypadkowo przypaliła
naleśniki.
- Nie wiedziałam, że nadal organizujesz
poranne koncerty - usiadłam przy stole.
- To wszystko przez ciebie - wymamrotała
speszona.
- Moja wina, że codziennie rano wyłaś i
musiałam się jakoś ciebie pozbyć, więc zapisałam cie do chóru żebyś tam się
wyśpiewała a w domu była cicho - rzuciłam podbierając jej jedną kanapkę z
deseczki.
- Nie podjadaj jeszcze nie skończyłam -
strzeliła mnie po rękach.
- Ej głodna jestem, chcesz mnie zagłodzić na
śmierć? I tak już nie mam takich cycek po treningach jak kiedyś - zaśmiałam się
biorąc gryza kanapki - ale muszę przyznać, że dałaś czadu na konkursie
talentów. Pierwsze miejsce bez zbędnych ceregieli - cmoknęłam.
- Ty to się lepiej nie podlizuj, ja rozpakuje
tylko pudła z salonu resztę sama zrobisz, bo muszę iść na spotkanie w sprawie
pracy.
-Wcale się nie podlizywałam. Masz rozmowę w
sprawie pracy i nic mi nie mówisz - pisnęłam.
- Nie mówię, bo to nie jest pewne.
- Gdzie będziesz pracować? - zapytałam.
- Jeśli dostanę tę pracę to się dowiesz. Poza
tym dobrze wiem, że sama śpiewasz tylko pytanie, dlaczego to ukrywasz przed
wszystkimi. Sama chciałabym mieć taki głos jak ty - usiadła koło mnie.
- Może, dlatego że nie umiem śpiewać i lepiej
żeby nikt nie ogłuchł przeze mnie - zasugerowałam - brzmię
gorzej niż rozpruwany kot.
- Jeśli ktoś tu brzmi jak rozpruwany kot to
tylko Matt - zadrwiła, na co obie się zaśmiałyśmy.
Wstałam od stołu i odłożyłam brudne naczynia do zlewu. Po czym
odkręciłam się do tyłu i spojrzałam w stronę Caroline'y. Zmieniła
się przez te pół roku, wydoroślała. Stała się bardziej odpowiedzialna. Jak nie
ona.
- Czemu mi się tak przyglądasz - zerknęła na
mnie lekko zdziwiona.
- Zmieniłaś się. Aż czuję jak bym gadała z
40-latką z trójką dzieci na wychowaniu - parsknęłam śmiechem, po czym
podparłam się o szafkę i usiadłam na blacie.
- A ja nadal czuje jak bym gadała z rąbniętą
Iriną taką jak na początku naszej znajomości, która kochała dogadywać
nauczycielom przy każdej możliwej okazji. -zachichotała.
- Dobra nie rozczulajmy się, bo będę rzygać -
podeszłam do Cal i zabrałam jej pusty talerz z przed nosa, po czym dołożyłam go
do reszty naczyń i zabrałam się za mycie.
- A w ogóle, o której masz to spotkanie, bo
jest już 12.48 - spojrzałam na zegarek nad wejściem.
Ale szybko ten czas minął.
- Mam być na 15:40. Więc akurat zdążę zająć
się salonem a tobie radzę się pospieszyć, bo jak wrócę to masz być uszykowana i
wszystko ma być zrobione - zagroziła palcem.
- Bo nie będzie niespodzianki.
- Tak jest! - zasalutowałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz