2 listopada 2015

Rozdział 1

   - To chyba ostatnie - powiedziałam zmachana do Caroline podając jej pudło z rzeczami - może pan już jechać! - wołam do taksówkarza, po czym ruszam w stronę schodów za pędzącą Cal.
  - Tak się cieszę, że będziemy razem mieszkać! – piszczy uradowana - będziemy robić babskie piżama party, oglądać filmy, chodzić na zakupy. Z kumplami mojego kuzyna tak nie mogłam, bo od razu zrzędzili, że nogi ich bolą jak chodziliśmy po galerii albo się tłumaczyli, że nie mogą. Ale są spoko, niedługo ich poznasz - trajkotała podekscytowana.
Czasami pytam się siebie jak dałyśmy radę się za przyjaźnić. Caroline wieczna optymistka patrząca na świat różowymi okularami, największa gaduła, jaką znam, znajdująca wspólny język z każdym i oczywiście dusza towarzystwa i ja jej przeciwieństwo realistka, z reguły aspołeczna, lubiąca zaszaleć wieczna imprezowiczka, nie ukrywam. Pamiętam jak się poznałyśmy pierwszego dnia drugiej klasy liceum, gdy przyjechała do Anglii na wymianę z Australii obie byłyśmy spóźnione i przyszłyśmy po dzwonku na lekcje. Musiałyśmy zostać w kozie po lekcjach, jako jedyne. Z biegiem rozmowy wyszło, że będziemy dzielić razem pokój, bo Caroline jeszcze się nie zakwaterowała, dlatego byłam w pokoju sama. I tak z każdym dniem nasza znajomość się pogłębiała aż zostałyśmy przyjaciółkami.
      - Jeśli nie umrę z wycieńczenia wspinając się po tych schodach - wtrąciłam rozbawiona jej zapałem.
      - To tylko 4 piętro, dasz radę. Wierzę w ciebie - chichocze próbując otworzyć drzwi. Co jej marnie wychodzi przez ogromny karton spoczywający na jej  rękach.
      - Może ci pomóc samosiu? - zapytałam, na co przytaknęła ledwie widoczna z za pudła, które zasłaniało jej cała twarz.
 Po przekroczeniu progu mieszkania od razy rzucam się na skórzaną kanapę stojącą na środku salonu, zmęczona przeprowadzką.
      - A w ogóle opowiadaj jak tam w Londynie? Jak minął ci lot? Nie wiem jak mogłaś wsiąść do tej latającej bestii, bo ja tego nie powtórzę po ostatnich turbulencjach - powiedziała siadając obok mnie.
      - Po tym jak wyjechałaś, nie miałam, z kim chodzić na imprezy. Został mi tylko Matt. Biedny musiał mnie znosić przez cały drugi semestr - zachichotałyśmy.
      - Szkoda, że wymiana nie trwała rok, a tylko jeden semestr wtedy zostałabym na dłużej na całe dwa lata - zaszczebiotała.
      - Czy razem czy osobno nareszcie ukończyłyśmy szkołę i jutro z tej okazji idziemy do klubu się upić - oznajmiam, przez co spotykam się z wiwatem przyjaciółki.
      - Zapomniałam ci powiedzieć przyjęli mnie na medycynę - oświadcza dumnie.
      - No to mamy jeszcze jeden powód do nawalenia się - dodałam z uśmiechem.
      - Wiem, może zrobię kakao i włączymy jakiś film i zrobimy noc filmową tak jak za starych dobrych czasów. Tak się cieszę, że zdecydowałaś się na powrót do Sydney niewytrzymała bym gdybyś była jeszcze trochę na innym kontynencie.     
      - Jestem tak zmęczona, że każdy pomysł nieuwzględniający wstawania jest wyśmienity. Więc chętnie, po za tym 5 lat poza domem mi wystarczy.
      - To ja idę robić a ty wybierz jakiś film - oznajmia - tylko nie horror wiesz, że ich nie cierpię - zagroziła, odmaszerowywując do kuchni.
Złapałam za pilota i zaczęłam przeglądać kanały, szukając czegoś, co nie zanudzi mnie na śmierć mdławymi scenariuszami, bo Caroline obejrzy wszystko z zachwytem byle by nie było straszne. W końcu po przejrzeniu ze stu kanałów znalazłam to, czego szukałam, czyli ,,American Pie 4". W tym czasie do pokoju wparowała Cal z kubkami gorącego kakao i ogromna miską popcornu.

    - Wstawaj, jest już, po 2 jeśli nie chcesz spać na kanapie i potem jęczeć, że cię plecy bolą to radzę ci wstać - mruknęłam do śpiącej Caroline próbując ją obudzić.
      - Co.. co się dzieje? - wyjąkała zaspana.
      - Kładź się do łóżka, film się skończył - powiedziałam łapiąc dziewczynę za rękę, po czym odprowadziłam ją do sypialni. Wracając  przez salon czułam jak by ktoś był w mieszkaniu. Serce zaczęło mi szybciej bić. Co chwile było słychać cichy stukot dobiegający z kuchni. Ruszyłam cicho na palcach w stronę hałasu. Wchodząc do pomieszczenia złapałam  się ręką za serce, jakbym dostała zawał.
      - Jess! - pisnęłam na widok kota zaplątanego we włóczkę - nie strasz mnie tak - burknęłam - chcesz żebym na zawał zeszła, jak ja mogłam cię nie zauważyć wcześniej  - powiedziałam biorąc go na ręce.
      - Gdzie się podziewałeś? Co??
Podeszłam do telewizora i miałam go wyłączyć, gdy nagle wyskoczył komunikat.
Wiadomości z ostatniej chwili!! Zostały odnalezione dwa ciała mężczyzn w wieku 25 i 26 lat. Policja rozpoczyna śledztwo. Czyżby miejscowe gangi znów rozpoczęły walkę o terytorium? Przestrzegamy przed późnym wychodzeniem z domu, Sydney znów robi się niebezpieczne. Będziemy informować państwa na bieżąco o przebiegu śledztwa.
Wzdrygnęłam się lekko na widok zdjęć dwóch okaleczonych ciał facetów.  Witaj Sydney! Ciekawie się zapowiada. Spojrzałam ostatni raz na ekran, po czym go wyłączyłam i skierowałam w stronę swojego pokoju. Zasłoniłam okno, po czym odłożyłam Jess na fotel i padnięta rzuciłam się na łóżko. 

Ziewnęłam głośno i zaczęłam się przeciągać. Uchyliłam lekko powieki i spojrzałam na zegarek znajdujący się obok łóżka na szafce  11:06. Jeszcze zaspana zwlekłam się z cieplutkiej pościeli i ruszyłam do kuchni, z której dobiegał znajomy śpiew Rixton - My and my broken heart w duecie z chórkiem mojej kochanej śpiewaczki Caroline. Jak jeszcze  miałyśmy razem pokój w liceum to Cal zawsze wstawała wcześniej i przygotowywała śniadanie podśpiewując piosenki z radia. Do dziś pamiętam jak przedłużała końcówkę jednej z piosenek i przez to przypadkowo przypaliła naleśniki.
      - Nie wiedziałam, że nadal  organizujesz poranne koncerty - usiadłam przy stole.
      - To wszystko przez ciebie - wymamrotała speszona.
      - Moja wina, że codziennie rano wyłaś i musiałam się jakoś ciebie pozbyć, więc zapisałam cie do chóru żebyś tam się wyśpiewała a w domu była cicho - rzuciłam podbierając jej jedną kanapkę z deseczki.
      - Nie podjadaj jeszcze nie skończyłam - strzeliła mnie po rękach.
      - Ej głodna jestem, chcesz mnie zagłodzić na śmierć? I tak już nie mam takich cycek po treningach jak kiedyś - zaśmiałam się biorąc gryza kanapki - ale muszę przyznać, że dałaś czadu na konkursie talentów. Pierwsze miejsce bez zbędnych ceregieli - cmoknęłam.
      - Ty to się lepiej nie podlizuj, ja rozpakuje tylko pudła z salonu resztę sama zrobisz, bo muszę iść na spotkanie w sprawie pracy.
      -Wcale się nie podlizywałam. Masz rozmowę w sprawie pracy i nic mi nie mówisz - pisnęłam.
      - Nie mówię, bo to nie jest pewne.
      - Gdzie będziesz pracować? - zapytałam.
      - Jeśli dostanę tę pracę to się dowiesz. Poza tym dobrze wiem, że sama śpiewasz tylko pytanie, dlaczego to ukrywasz przed wszystkimi. Sama chciałabym mieć taki głos jak ty - usiadła koło mnie.
      - Może, dlatego że nie umiem śpiewać i lepiej żeby nikt nie ogłuchł przeze mnie  - zasugerowałam - brzmię gorzej niż rozpruwany kot.
      - Jeśli ktoś tu brzmi jak rozpruwany kot to tylko Matt - zadrwiła, na co obie się zaśmiałyśmy.
Wstałam od stołu i odłożyłam brudne naczynia do zlewu. Po czym odkręciłam się  do tyłu i spojrzałam w stronę  Caroline'y. Zmieniła się przez te pół roku, wydoroślała. Stała się bardziej odpowiedzialna. Jak nie ona.
      - Czemu mi się tak przyglądasz - zerknęła na mnie lekko zdziwiona.
      - Zmieniłaś się. Aż czuję jak bym gadała z 40-latką z trójką dzieci na wychowaniu  - parsknęłam śmiechem, po czym podparłam się o szafkę i usiadłam na blacie.
      - A ja nadal czuje jak bym gadała z rąbniętą Iriną taką jak na początku naszej znajomości, która kochała dogadywać nauczycielom przy każdej możliwej okazji. -zachichotała.
      - Dobra nie rozczulajmy się, bo będę rzygać - podeszłam do Cal i zabrałam jej pusty talerz z przed nosa, po czym dołożyłam go do reszty naczyń i zabrałam się za mycie.
      - A w ogóle, o której masz to spotkanie, bo jest już 12.48 - spojrzałam na zegarek nad wejściem.
 Ale szybko ten czas minął.
      - Mam być na 15:40. Więc akurat zdążę zająć się salonem a tobie radzę się pospieszyć, bo jak wrócę to masz być uszykowana i wszystko ma być zrobione - zagroziła palcem.
      - Bo nie będzie niespodzianki.
     - Tak jest! - zasalutowałam.

Brak komentarzy: